Hometown

Hometown

Ostatnie dni majówki postanowiłam spędzić w rodzinnym mieście. Tam zawsze, mimo swoich prawie 28 lat czuję się jak mała dziewczynka. Byczę się całymi dniami, nadrabiam stracony czas z bliskimi, odpoczywając od głośnej Łodzi i zapominając bardzo szybko o rozterkach dorosłości. Dwie doby takiego relaksu sprawiają, że mogę wracać do pracy z zapasem energii i ogromnym zapałem. 

Wizyty w rodzinnym domu są wielką próbą charakteru. Zewsząd dochodzą wzmagające apetyt zapachy, mama zachęca do degustowania i recenzowania swoich potraw, a  nadmiar wolnego czasu sprawy nie ułatwia. Robię sobie wtedy cały szereg wyjątków od reguły - moje najukochańsze ciasto drożdżowe na drugie śniadanie, obiad z dwóch dań i słodkości do kawy. W dwóch słowach szaleństwo kontrolowane.  Kiedyś nie wierzyłam, ale teraz wiem, że to możliwe. Jedna krówka, nie wyklucza zdrowego odżywiania. Tak jak nic nie zmienia jeden zdrowy posiłek. 

W tej kwestii jasną stroną takich weekendów jest fakt, że nigdzie indziej nie dostanę rano świeżo robionego soku z marchwi i chleba "własnej roboty". 

Jak to dobrze nie mieć limitu transferu (włosy są jeszcze mokre, dlatego wyglądają dziwnie)

Kanapki z chleba orkiszowego.

Mój kochany bokserek tęskni, gdy mnie nie ma. 

W swoim pokoju mam wyszczuplające lustro. Pocieszające acz złudne.

Punktem obowiązkowym są sobotnie łowy na pchlim targu. Wczoraj udało mi się znaleźć nowiutki krokomierz za bezcen. Wkrótce zrobię osobny post o moich skarbach ;). 

Magnolia 

www.haluksy.biz www.wiekannmanschnellabnehmen.eu www.celulit.com.pl